Pierwszy raz czytałem książkę „horror”. Przed oczami miałem trochę film „Mgła”, trochę „To” czy inne. Otrzymałem trochę inny widok.
Typ pamięta z dzieciństwa film „Duch z wyspy” i zaczyna go szukać, znaleźć nie może. Po iluś dniach poszukiwań, nagle wyświetla się mu ten film… sam z siebie. Po czym znika i już znowu nie można go znaleźć. Tydzień później wyświetla się znowu, ale tym razem wersja jest inna, chociaż podobna. Za trzecim razem widzi twarz znajomego z dzieciństwa co 5 lat temu zmarł…. a więc jedziemy do miejscowości w której bohater się wychował.
W tej miejscowości dzieje się sporo nudnej akcji, wchodzą nowi bohaterowie. Powiewa nudą. Ale gdy się rozkręci… no jest ciekawie.